Historia pewnego strużka, który szuka swego imienia.

Historia pewnego strużka, który szuka swego imienia.

Hesterberg no.7 i Record no. A151. Gdy położyłem obok siebie te dwa przygotowywane do pracy narzędzia w mojej głowie pojawiło się pytanie. Dlaczego oba nazywamy ośnikami? Czy na przestrzeni lat w języku polskim coś nam nie umknęło, czy nie zgubiliśmy jakiejś nazwy? W przypadku większego z omawianych narzędzi sytuacja wydaje się prosta. W słowniku języka polskiego czytamy: „ośnik – nóż mający dwie rękojeści, używany do korowania, strugania i wygładzania powierzchni drewna, w encyklopedii PWN: „nóż z ostrzem prostym lub wygiętym, dwuchwytowy”. No właśnie, słowo klucz: nóż. Czy w przypadku Recorda możemy mówić o nożu? Spójrzmy na jego budowę: ostrze osadzone w łożu nachylonym do płaszczyzny skrawania pod kątem 45 stopni, docisk, śruby do regulacji i uchwyty ułatwiające prowadzenia narzędzia. Wypisz wymaluj – definicja struga. Struga z malutką stopą i rączkami po bokach. Skąd więc nazwa ośnik? Postanowiłem przejrzeć dostępną mi literaturę polskojęzyczną i poszukać owego małego ośnika. Nie znalazłem nic, w żadnym opracowaniu go nie było. Prawie zapomniałem o temacie, aż do momentu, kiedy w moje ręce wpadła pozycja „Odrodzenie młodzieży przez roboty ręczne (Sloyd)” Józefa Przyłuskiego wydana w 1903 roku. Na karcie 16, na liście narzędzi mamy: strużek z rączkami, a na kolejnej rysunek ze Stanleyem no. 51 lub jego klonem. Moje przypuszczenia znalazły potwierdzenie, żaden z niego ośnik, to strug. No może strużek.

Poszukajmy nieco szerzej i powędrujmy na chwilę za zachodnią granicę, do Niemiec, w naszym języku nazwy wielu narzędzi mają tam swe korzenie. Ośnik to po niemiecku Ziehmesser, natomiast strużek to Schweifhobel. Zauważcie że messer to nóż, natomiast hobel to znany nam hebel. Skierujmy zatem swe kroki z Niemiec do Anglii. Na wyspach również nie ma śladu po wspólnym nazewnictwie, mamy odpowiednio drawknife (tak – znowu nóż) i spokeshave.

Może więc zamiast podróży geograficznej wybierzmy się w podróż w czasie. Wróćmy na chwilę do pana Przyłuskiego, a dokładniej do daty 1903. Wygląda na to, że „spokszejwy” Stanleya już wtedy zdominowały rynek. Co jednak było wcześniej, jak to narzędzie wyglądało i czym się różniło od tego z pierwszego zdjęcia? Stanley wprowadził strużek no. 51 już w początkowej fazie swej działalności, pomiędzy 1850 a 1870 rokiem. Wcześniej, podobnie jak w przypadku innych strugów, korpus wykonany był z drewna a jedynym elementem metalowym był nóż.

Strugi drewniane produkowane są do dziś natomiast żaden producent, z wyłączeniem mniejszych zakładów rzemieślniczych, nie ma w swojej ofercie klasycznego drewnianego strużka z rączkami. Dlaczego tak się stało postanowiłem przekonać się samodzielnie i zakupiłem najbardziej prymitywną wersję tego narzędzia. Wykonaną prawdopodobnie przez stolarza na swoje własne potrzeby. Nie znajdziemy tu śladów obróbki maszynowej czy wyrafinowanego profilowania. Po wstępnym wyczyszczeniu wygląda on następująco:

Jak widać ostrze wciskane jest w otwory w korpusie dzięki dwóm kłom, regulacji dokonujemy przy pomocy uderzeń młotkiem. Za ostrzem wycięcie tworzące wylot dla strużyn. Konstrukcja piękna dzięki swej prostocie. Oglądając złożone narzędzie od frontu zobaczymy jednak pierwszą dużą wadę.

Stopa jest wyraźnie wygnieciona w miejscu kontaktu z obrabianym materiałem, tak bardzo że pomimo wbicia ostrza do końca szczelina jest zdecydowanie zbyt duża i uniemożliwia prawidłową pracę. Nie jest to problem tego konkretnego egzemplarza, wielu stolarzy się z nim zmagało i wg mnie tym właśnie po części można tłumaczyć sukces metalowych korpusów. Istnieje wprawdzie inne rozwiązanie, które często można zobaczyć w drewnianych egzemplarzach wyższej klasy, a mianowicie wstawka z mosiądzu lub innego materiału. Rozwiązanie skuteczne i stosowane do dzisiaj, m.in. Veritas oferuje zestaw do budowy tego narzędzia właśnie z taką wkładką. Ja jednak chciałem tego uniknąć i zachować jedną z zalet pierwotnego narzędzia, a mianowicie pracę drewnem na drewnie. Metalowe strugi mają niezaprzeczalne zalety – łatwą, szybką i precyzyjną regulację czy też masę, która pozwala wprowadzonemu w ruch narzędziu płynnie wykonać swoje zadanie. Masa potrafi być też jednak wadą, jak np. przy pracy zdzierakiem, gdzie wykonujemy wiele szybkich krótkich ruchów. Prawidłowo przygotowany strug drewniany niemalże „płynie” po materiale i jest to odczucie nie tylko moje, potwierdza je wielu miłośników stolarstwa.

Jakiego jednak drewna użyć w naszym wiórniczku, skoro nawet twarda i jednorodna w budowie buczyna nie daje rady? Przeglądając moje zapasy różnych kawałków drewna moje myśli powędrowały ku regułom jakimi kierowali się twórcy klasycznych strugów drewnianych. Elementy narażone na najszybsze zużycie wykonywali z najtwardszego dostępnego im gatunku drewna, zazwyczaj bukszpanu. Ponadto, w miarę możliwości, wykorzystywali jedną z właściwości drewna, dokładnie jego różną wytrzymałość w zależności od kierunku przebiegu włókien i orientowali je częścią sztorcową w kierunku największych obciążeń.

To chyba jest to – pomyślałem i, pomimo iż nigdzie nie widziałem takiego rozwiązania postanowiłem eksperymentalnie taki zabieg zastosować. Bukszpanu u siebie nie posiadam, znalazłem jednak odpowiedni fragment lilaka powalonego kilka lat temu w moim ogrodzie przez śnieżycę. Drewno tego popularnie nazywanego bzem drzewa jest bardzo twarde, a podczas obróbki pięknie pachnie. Pracę zacząłem od splanowania istniejącej stopy, aby uzyskać możliwość trasowania na równej powierzchni:

Następnie przygotowałem kawałek lilaka i zrobiłem w korpusie odpowiedniej wielkości gniazdo. Jak widzicie, wstawka umieszczona będzie sztorcowo co pomoże jej wytrzymać próbę czasu, a przynajmniej mam taką nadzieję.

Po sklejeniu całości zestrugałem i wyprowadziłem płaszczyzny stopy oraz części w której osadzone jest ostrze. Jest to konieczne w celu umożliwienia prawidłowej pracy. Pozostawienie całości w jednej płaszczyźnie skutkowałoby brakiem zbioru, ostrze opierałoby się na materiale tylną krawędzią. Poszerzyłem również otwory w których mocowany jest nóż oraz pogłębiłem krawędź jego osadzenia, po zestruganiu podeszwy zabrakło możliwości regulacji.

Jak widać na zdjęciu powyżej, postanowiłem trochę wyprofilować cały korpus, lubię dostosowywać narzędzia do własnych preferencji. Materiału do zebrania nie było dużo, po odcięciu końcówek wszystkie prace wykonałem nożem do slojdu.

Termin ten znów pojawia się w artykule, wypada więc go przybliżyć. Slojd jest systemem nauczania poprzez prace ręczne, głównie w drewnie, ale też w metalu, wiklinie, rafii czy tekturze. W języku szwedzkim „slöyd” oznacza biegłość. I właśnie nauka biegłości, zręczności, ale także szacunku do pracy fizycznej i cierpliwości stanowi o wielkiej wartości tego systemu. Narodził się on w Finlandii w roku 1866, mocno spopularyzowany został w Szwecji. Tam powstało seminarium nauczycielskie, które w latach 1875-1900 wykształciło ponad trzy tysiące nauczycieli z 32 krajów. Jednym z nich był wspomniany wcześniej Józef Przyłuski, który ideę slojdu propagował na terenie Polski, prawdopodobnie po roku 1900. Sam slojd pojawił się w Polsce wcześniej, do szkół w Galicji wprowadzono go w latach 1885-86.

Wróćmy jednak do naszego bohatera. Korpus zabezpieczyłem gotowanym olejem lnianym, pozostało przygotowanie ostrza. Tutaj odkryłem kolejną wadę tego narzędzia. O ile tylną stronę noża można łatwo wyprowadzić, to przygotowania fazy jest bardzo niewygodne. W przeciwieństwie do dzisiaj oferowanych w zestawach ostrzy, noż nie jest płaski ale lekko łukowaty co dodatkowo utrudnia sprawę. Metalowe strużki posiadają zwykłe płaskie ostrze, które możemy naostrzyć tak samo jak te w strugach płaszczyznowych, zarówno „z ręki” jak i przy pomocy prowadnika (choć nie każdego – ostrze jest dość krótkie), tutaj jest to trudniejsze. Fakt ten oraz różnice wynikające ze złożoności procesu produkcji ostrza mogły stać się przysłowiowym gwoździem do trumny drewnianej wersji.

Prace moje mimo wyżej opisanych trudności zakończyły się sukcesem, nasz pacjent wygląda teraz następująco:

Szczelina robocza również wygląda lepiej.

No ale jak się takim strużkiem pracuje? W mojej opinii świetnie. Przyjemność płynąca z pracy tym narzędziem rekompensuje wszelkie wady. Narzędzie jest leciutkie i świetnie się prowadzi. Nie jest to kwestia jedynie wagi, ale również kąta natarcia. W metalowym strugu wartość tego kąta wynosi 45 stopni, w drewnianym, po zsumowaniu kątów fazy i osadzenia ostrza mamy około 30-35 stopni. Analogicznie do strugów z niskim kątem natarcia ma to swoje określone konsekwencje. Tak ustawione narzędzie pozwala nam nie tylko uzyskać powierzchnię o bardzo dużej gładkości ale również łatwiej pracować na sztorcach obrabianego materiału. Nie wybacza jednak pracy „pod włos”, łatwiej poderwać włókna.

Łuk ostrza okazał się zaletą. Możemy regulować zbiór bez konieczności regulacji ostrza. Materiał możemy zgrubnie usuwać prowadząc narzędzie środkiem, po czym końcowe wygładzenie przeprowadzić przesuwając strużek bliżej jednej z krawędzi. Ten sam efekt możemy uzyskać w teraźniejszych modelach poprzez większe wysunięcie ostrza po jednej ze stron.

Na rynku można znaleźć używane egzemplarze w bardzo przystępnych cenach, dlatego polecam je każdemu miłośnikowi tradycyjnego stolarstwa. Jeśli jednak nadal wolisz wersję metalową, a chciałbyś pracować strużkiem z niskim kątem natarcia to Veritas ma w swojej ofercie taki model.

Wracając do pytania z pierwszego akapitu, czy nadal powinniśmy nazywać nasz strużek ośnikiem? Drewniana wersja tego narzędzia chyba bardziej przypomina „nóż dwuchwytowy” niż jego młodszy przedstawiciel. Myślę jednak że zasługuje on na osobne nazewnictwo, tak jak obecne w naszym języku gładziki, równiaki czy zdzieraki. „Strużek z rączkami” zdaje się być niewygodny w użyciu, czekam więc na Wasze pomysły. A może ta nazwa istnieje, tylko gdzieś ją przeoczyłem w poszukiwaniach?

PS. Praca stróżkami to ulubione zajęcie mojego synka w warsztacie. Gdy dostał ten egzemplarz do ręki przez godzinę nie chciał odejść od strugnicy. Po kilku dniach stwierdził, że ten drewniany jest po prostu najlepszy, także nie tylko mi praca tym maluszkiem daje tak dużo satysfakcji.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *